Tego dnia... wracamy do Stambułu. Finał, który złamał i zbudował Milan
To nie jest rocznica przypadająca dokładnie dziś, ale początek września to dobry moment, by przypomnieć sobie 25 maja 2005 roku — jeden z najsłynniejszych wieczorów w historii klubu.

Nie każda rubryka „Tego dnia" musi trafiać w idealną rocznicę — czasem warto po prostu wrócić do wydarzenia, które definiuje tożsamość klubu. Dziś przypominamy finał Ligi Mistrzów w Stambule, rozegrany 25 maja 2005 roku.
Pierwsza połowa jak z podręcznika
Milan prowadzony przez Carla Ancelottiego rozjechał Liverpool w pierwszej połowie finału. Po golach Maldiniego, Cresa (dwukrotnie) i Kaki na przerwę Rossoneri schodzili z wynikiem 3:0.
Sześć minut, które zmieniły wszystko
Liverpool strzelił trzy gole między 54. a 60. minutą, doprowadzając do wyrównania 3:3. Mecz powędrował do dogrywki, a później do rzutów karnych, w których Milan przegrał.
To był najbardziej bolesny wieczór w mojej karierze. Ale futbol tak działa — dał nam za to Ateny dwa lata później.
Rewanż w Atenach
W 2007 roku, w finale rozegranym w Atenach, Rossoneri ponownie zmierzyli się z Liverpoolem i wygrali 2:1, sięgając po swój siódmy tytuł mistrza Europy.