Amorim i jego 4-2-3-1 — analiza po dwóch kolejkach
Wielu spodziewało się, że Ruben Amorim przyniesie do Mediolanu swoje słynne 3-4-3 z Sportingu. Po dwóch kolejkach widać jasno: to nie jest ten Amorim. Milan gra w klasycznym 4-2-3-1, z Jashari i Rabiotem jako podwójną szóstką, i to jest decyzja, która zasługuje na uważniejsze spojrzenie.
Powód jest prosty: kadra, którą trener dostał latem, nie pasuje idealnie do systemu z trzema środkowymi obrońcami. Tomori, Gabbia i Pavlović to gracze przyzwyczajeni do czwórki, a Estupiñán jako lewy obrońca daje szerokość, której w ustawieniu z wahadłowymi trudniej byłoby użyć w ten sam sposób. Amorim, zamiast na siłę wciskać swoich zawodników w znany mu schemat, dostosował system do materiału, który ma pod ręką. To dojrzałość, której nie zawsze widać u trenerów przyzwyczajonych do jednego patentu.
Jashari i Rabiot w środku pola robią dokładnie to, czego brakowało Milanowi od dawna: równowagę. Jashari odbiera piłkę i rozpoczyna akcje krótkimi podaniami, Rabiot daje mobilność i wsparcie ataku pozycyjnego, czasem wchodząc w pole karne, tak jak zrobił to przy golu z Venezią. To nie jest duet gwiazdorski, ale funkcjonalny, a w piłce nożnej funkcjonalność często wygrywa z talentem indywidualnym.
Z przodu trójka Pulisic-Modrić-Moreira za plecami Ramosa daje różnorodność: Pulisic wchodzi w pole karne z prawej, Moreira wciąż się uczy tempa Serie A, ale ma jakość do przełamywania linii, a Modrić, mimo wieku, wciąż dyktuje rytm, kiedy drużyna potrzebuje spowolnić grę.
Dwa mecze to za mało, żeby wyrokować o całym sezonie, ale kierunek wydaje się jasny. Amorim zbudował system pod zawodników, nie odwrotnie. Jeśli to się utrzyma, Juventus w trzeciej kolejce będzie pierwszym prawdziwym testem tej filozofii przeciwko drużynie na podobnym poziomie.