Kobieta na Curvie: dlaczego wciąż muszę się tłumaczyć, że kibicuję
Ile razy słyszałam "a ty naprawdę oglądasz mecze, czy tylko lubisz koszulki"? Za dużo, żeby liczyć. Kibicuję Milanowi odkąd pamiętam, mój ojciec włączał mecze w każdą niedzielę, a ja siedziałam obok, ucząc się formacji zanim nauczyłam się tabliczki mnożenia. A mimo to, w większości rozmów o piłce wciąż muszę udowadniać, że moje miejsce na tej trybunie, realnej czy internetowej, jest tak samo zasłużone jak każdego mężczyzny obok mnie.
Na tym portalu jest inaczej i chcę to napisać wprost, bo rzadko się to zdarza. W komentarzach pod meczami nikt nie pyta mnie, czy naprawdę wiem, co to jest spalony. Piszę o formacji Amorima i dostaję odpowiedzi merytoryczne, nie protekcjonalne. To mała rzecz, ale dla kogoś, kto latami słyszał inne traktowanie w realnych rozmowach o piłce, robi ogromną różnicę.
Kupiłam swoje krzesełko w wirtualnym San Siro w pierwszym tygodniu, kiedy tylko ruszyła ta funkcja. Nie dlatego, że to modne. Dlatego, że po raz pierwszy poczułam, że moja obecność jako kibicki jest tak samo widoczna jak każdego innego nicku na tej mapie, bez względu na to, kto stoi za ekranem.
Nie piszę tego, żeby narzekać. Piszę to, bo społeczność, która buduje się bez pytania "a ty na pewno się znasz", jest społecznością wartą budowania dalej. Rzeszów, Curva Sud, przez internet, ale prawdziwie. Do zobaczenia w komentarzach pod następnym meczem.