Okno transferowe zamknięte: Ramos zamiast Leão, czy to był dobry handel?
Kiedy latem informacja o odejściu Rafaela Leão do Galatasaray zaczęła krążyć po forach i grupach na Facebooku, wielu z nas załapało się za głowę. Leão, mimo całej swojej nieregularności, był twarzą klubu przez ostatnie sezony. Trzydzieści osiem milionów euro to niezła kwota, ale sentyment nie liczy się w bilansach.
Klub odpowiedział, zanim jeszcze zdążyliśmy się oswoić z myślą o odejściu Portugalczyka, transferem Gonçalo Ramosa z PSG za siedemdziesiąt cztery miliony euro. Najdroższy transfer w historii klubu. To był sygnał, że zarząd nie traktuje tego lata jako okresu przejściowego, tylko jako moment budowania czegoś nowego wokół innego typu napastnika: bardziej stacjonarnego, bardziej dziewiętnastkowego w starym stylu, mniej zależnego od dryblingu, a bardziej od pozycjonowania w polu karnym.
Do tego doszli Mario Gila z Lazio, Diego Moreira ze Strasbourga za czterdzieści pięć milionów i Sankhoun Diawara z Troyes jako inwestycja na przyszłość. To nie były przypadkowe zakupy. Klub wyraźnie postawił na młodość połączoną z natychmiastową jakością.
Czy to był dobry handel? Po dwóch kolejkach Ramos ma już gola, a drużyna wygrywa mecze, w których wcześniej traciłaby punkty przez brak konkretnego numeru dziewięć. Leão w Turcji radzi sobie dobrze, ale to już nie jest nasz problem ani nasza duma. Sto pięćdziesiąt pięć milionów euro wydane w jedno lato to ryzyko, ale klub, który nie ryzykuje, nigdy nie wraca na szczyt.
Osobiście uważam, że to była trudna, ale słuszna decyzja. Czasem trzeba pożegnać symbol, żeby zbudować drużynę, a nie kolekcję indywidualności.