Wielki powrót Christiana Pulisica. Dlaczego Milan Amorima nie może grać bez niego za plecami napastnika?
W cieniu popisów Diego Moreiry dokonał się kluczowy powrót. Christian Pulisic w 45 minut odmienił oblicze ataku Milanu, udowadniając, że bez niego trudno wyobrazić sobie grę za plecami napastnika.

W cieniu spektakularnego dubletu Diego Moreiry na Stadio Olimpico dokonał się jeden z najważniejszych powrotów początku sezonu w barwach AC Milan. Christian Pulisic, który do przerwy sobotniego starcia nie rozegrał w obecnych rozgrywkach Serie A ani jednej minuty, zameldował się na murawie na drugie 45 minut i natychmiast nadał ofensywie Rossonerich zupełnie inną jakość.
Początek rozgrywek nie układał się po myśli skrzydłowego. Uraz mięśniowy odniesiony podczas letnich występów w kadrze, a następnie stłuczenie na treningu w Milanello - o którym Ruben Amorim wspomniał dopiero na piątkowej konferencji prasowej, wykluczyły Amerykanina z regularnej rywalizacji. W Rzymie, wobec bezradności Rubena Loftus-Cheeka w pierwszej odsłonie, Kapitan Ameryka wszedł na boisko w roli trequartisty i w pojedynkę rozmontował rzymskie zasieki.
Ruchliwość między liniami, błyskawiczne odwracanie się z piłką w kierunku bramki i precyzyjne dogranie, które otworzyło Moreirze drogę do kontaktowej bramki, przypomniały, jak ogromną siłą rażenia dysponuje 27-latek. Włoscy komentatorzy na łamach MilanNews.it zauważają wprost: Milan z Pulisiciem na murawie i bez niego to dwie zupełnie inne drużyny. Przed konfrontacją z Benficą dla sztabu szkoleniowego wniosek jest bezdyskusyjny - jeśli Amerykanin jest zdrowy, musi stanowić serce kreacji ataku Milanu od pierwszej minuty.










