Wyjściowy skład to mrok, zmiany to światło. Zaskakujący paradoks na starcie kadencji Rubena Amorima
W czterech pierwszych kolejkach Serie A ujawnił się uderzający trend Milanu: wyjściowy skład Amorima ma potężne problemy, po czym wejścia zmienników odwracają losy meczu. Z czego wynika ten paradoks?

Pierwsze cztery kolejki nowego sezonu ligowego wykreowały niezwykle wyrazisty, powtarzalny schemat w grze AC Milan. Włoska prasa coraz głośniej opisuje zjawisko, które można streścić w jednym zdaniu: wyjściowa jedenastka Rubena Amorima to mrok, natomiast korekty personalne w trakcie gry to światło. W każdym z dotychczasowych spotkań to właśnie rezerwowi decydowali o zdobyczach punktowych Rossonerich.
Wystarczy prześledzić ten szlak chronologicznie. Na inaugurację w Turynie z Torino zespół bił głową w mur przez 60 minut; dopiero pojawienie się na boisku Adriena Rabiota i Luki Modricia przyniosło gola i asystę Francuza. Tydzień później z Venezią na San Siro kluczem okazały się wejścia Alexisa Saelemaekersa i Rabiota - Belg zanotował wyborną asystę do Ramosa i zapoczątkował akcję Ardona Jashariego na 2:0. Z Juventusem jedyny impuls dało wejście Samuela Chukwueze i Alphadjo Cissé, który zdobył wyrównującą bramkę. Wreszcie w Rzymie potrójna zmiana w przerwie (Moreira, Musah, Pulisic) uratowała zespół przed katastrofą.
Ten paradoks ma dwie strony medalu. Z jednej strony zmusza do zadania pytań o selekcję wyjściowego składu i powielanie błędów w przygotowaniu planu na pierwszą połowę. Z drugiej strony dowodzi dwóch wielkich atutów Amorima: bezbłędnego zmysłu taktycznego w reagowaniu na boiskowe wydarzenia oraz faktu, że cała szatnia bezgranicznie wierzy w szkoleniowca. Rezerwowi nie wchodzą na murawę obrażeni, lecz naładowani determinacją, by natychmiast odmienić losy rywalizacji.










