Filippo Galli bez ogródek: „Estupiñán i Loftus-Cheek szybko nie powąchają murawy”. Odpowiedź dał Moreira
Filippo Galli na antenie RadioSportiva bez pardonu rozlicza postawę Pervisa Estupiñana i Rubena Loftusa-Cheeka po meczu z Lazio. Włoscy eksperci analizują kulisy letniego mercato i wskazują, jak eksplozja Diego Moreiry zreorganizowała hierarchię w talii Rubena Amorima.

Sobotni podział punktów na Stadio Olimpico z Lazio (2:2) z każdym kolejnym dniem przynosi coraz głębsze reperkusje taktyczne w Mediolanie. Choć zryw w drugiej części spotkania pozwolił uratować remis, pierwsza połowa w wykonaniu Rossonerich obnażyła gigantyczne deficyty w formacjach bocznych i środkowej. Pod szczególnym ostrzałem włoskich mediów znaleźli się dwaj gracze wyjściowej jedenastki: Pervis Estupiñán oraz Ruben Loftus-Cheek. Obaj zostali bezlitośnie zmienieni już w przerwie meczu, a poniedziałkowe komentarze legend klubu nie pozostawiają złudzeń co do ich najbliższej przyszłości.
Najbardziej dosadną diagnozę postawił na antenie RadioSportiva były znakomity obrońca Milanu, Filippo Galli. Wskazał on nie tylko na rażące błędy czysto piłkarskie, ale również na finansowe tło ich obecności w kadrze Rubena Amorima:
Moja opinia na temat sytuacji Estupiñana i Loftusa-Cheeka z punktu widzenia rynku transferowego jest taka, że najwidoczniej nie było odpowiednich okazji do ich sprzedaży. Często zapominamy, że pewne ruchy wpisują się również w kontekst amortyzacji finansowej, o której trzeba pamiętać - to mechanizmy, których z zewnątrz nie znamy do końca. Poza tym być może sam Amorim chciał przekonać się na własne oczy o możliwościach tych zawodników. Muszę jednak powiedzieć prawdę: Estupiñán w Rzymie narobił mnóstwa szkód i zawalił oba gole. Tak było również przy drugim trafieniu, ponieważ wykazał się brakiem percepcji otaczającej go przestrzeni, co u obrońcy jest rzeczą niepojętą. To prawda, że on woli atakować, ale w defensywie to błędy niedopuszczalne. Do tej pory wydawało się, że w pewnym stopniu zrehabilitował się za wcześniejsze wpadki, choć na pełną rehabilitację potrzeba znacznie więcej czasu; teraz jednak znów się zatrzymał. Uważam, że Amorim otrzymał już odpowiedzi na pytania, które stawiał sobie w kwestii jego i Loftusa-Cheeka. Obawiam się, że ci dwaj chłopcy - a mówię to ze smutkiem, bo takich sytuacji zawsze szkoda - raczej szybko nie powąchają murawy. Amorim ma swoje metody pracy: stawia na tych, którzy przekonują go w trakcie tygodnia. Jeśli Estupiñán popełnia takie błędy, przestaje nadawać się do gry na tym poziomie: to dekoncentracja, na którą nie można sobie pozwolić w tak ważnym meczu, a w zasadzie w jakimkolwiek spotkaniu Serie A, gdzie stawką są trzy kluczowe punkty.
Słowa Galliego uderzają w sedno problemu. Ekwadorski wahadłowy w Rzymie całkowicie zgubił orientację przy obu trafieniach dla rzymian, dając się ogrywać w dziecinny sposób w strefie obronnej. W wymagającym systemie 3-4-2-1 preferowanym przez portugalskiego trenera wahadłowy bez orientacji pozycyjnej staje się dla własnego bloku obronnego tykającą bombą. Podobny los spotkał Loftusa-Cheeka, którego powolne reakcje i brak mobilności bez piłki doprowadziły do całkowitego zdominowania środka pola przez pomocników Gennaro Gattuso w pierwszej części meczu.
Kontrastem dla degrengolady Estupiñana stało się wejście Diego Moreiry. Młody Belg, sprowadzony latem ze Strasbourga, po wejściu na lewą flankę odmienił losy meczu dwoma błyskawicznymi bramkami. Na łamach dziennika Il Giornale jego metamorfozę skomentował publicysta Franco Ordine:
Asem w rękawie stał się Diego Moreira, wreszcie ustawiony po lewej stronie, czyli na swojej ulubionej flance. Był tam eksplozywny pod względem szybkości i boiskowego zacięcia przy uderzeniach na bramkę. W Strasbourgu grał wyłącznie tam, zachwycał i właśnie dlatego Cardinale wyłożył na niego kwotę 50 milionów euro, uznaną przez internetowych księgowych za przesadę. Ale uwaga: to nie koniec problemów, bo w obronie przy tym ustawieniu zespół wciąż bardzo cierpi. I tutaj dyskusji nie podlegają sami wykonawcy, lecz sposób organizacji defensywy. Teraz, pomiędzy meczami z Benficą a Lecce, Amorim musi znaleźć ostateczną równowagę.
Do chóru pochwał dołączył nawet znany z ciętego języka dziennikarz Sandro Sabatini, który publicznie odwołał swoje wcześniejsze sceptyczne tezy: „Muszę posypać głowę popiołem. Wcześniej mówiłem, że Moreira robi tylko zwody z warkoczykami. Faktem jest, że odmienił losy trudnego spotkania z Lazio”.










